Biblioteka
Czas apokalipsy? Niekoniecznie!
- 26.09.2016 12:16
- Kolejna Noc w bibliotece została zorganizowana pod hasłem „Koniec świata – i co potem?”. Inspiracją dla organizatorów była obecna moda na literaturę postapokaliptyczną i filmy katastroficzne, które z takim przejęciem oglądamy. Co może zniszczyć naszą Ziemię? Obca cywilizacja, katastrofa kosmiczna, globalna epidemia czy my sami przez nierozważne działania i wojny?
Jeśli nie rozjadą nas czołgi
Jeśli nie zestrzelą samoloty
Jeśli nie pousychamy z tęsknoty
Jeśli nie choroba dziedziczna
Żadna broń biologiczno- chemiczna
Jeśli żadne bomby, żadne prądy, niezawisłe sądy...
Grupa śmiałków z naszego LO, Gimnazjum nr 2 i Zespołu Szkół Agrotechnicznych w Weryni postanowiła zmierzyć się z tym tematem i zamiast końca świata urządzić świetną zabawę. Zamknięci w nocy z 23 na 24 września w budynku liceum, które na ten czas zmieniło się w super schron, musieli walczyć z własnymi lękami przed zombie, ciemnością czy maturą. Każdy musiał działać w grupie i wspierać się nawzajem. Liczyła się wiedza, znajomość literatury i filmu oraz szybkość w pokonywaniu szkolnych korytarzy. Na szczęście zapobiegliwie zgromadzone zostały żelazne racje żywnościowe, które pozwoliły śmiałkom przeżyć ten wieczór a przy okazji dostarczyły wielu doznań smakowych.
Najodważniejsi pozostali do rana. Świetnie się bawiąc na seansie filmowym. Szczególnie "przerażająca" była wizja zoo utopii (Zoopolis), która wstrząsnęła widzami zmuszając ich do niepohamowanego śmiechu.
Mamy spore szanse, mamy spore szanse
Przeżyć jeszcze jeden taki dzień,
przeżyć jeszcze jeden taki dzień**Happysad „Jeśli nie rozjadą nas czołgi”
- Wróć do listy artykułów
Ostatnie artykuły
GODZINY
PONIEDZIAŁEK 8:00 - 14:00
WTOREK 8:00 - 14:00
ŚRODA 8:00 - 14:00
CZWARTEK 8:00 - 14:00
PIĄTEK 8:00 - 14:00
Biblioteka ma w sobie coś magicznego.
Jest niczym portal do wielu różnych światów.
Amo Jones
POLECAJKA NA KWIECIEŃ
Punkt wyjścia w powieści jest niemal banalny: do sędziwego gospodarza, stróża domków letniskowych, przychodzi tajemniczy gość, by kupić fasolę. Zasiadają razem do jej łuskania, a gospodarz zaczyna snuć monolog. Ów bezimienny gość pełni rolę milczącego słuchacza, podczas gdy my poznajemy historię życia bohatera – od traumy wojennego dzieciństwa, przez naukę gry na saksofonie, po emigrację i powrót do korzeni. Tytułowe łuskanie fasoli to nie tylko czynność fizyczna. To symbol mozolnego wydobywania sensu z chaosu wspomnień.
Styl Myśliwskiego jest hipnotyzujący. Choć to monolog, czyta się go z zapartym tchem. To język pełen chłopskiej mądrości, ale przefiltrowany przez głęboką, egzystencjalną filozofię.Wiesław Myśliwski w „Traktacie o łuskaniu fasoli” udowadnia, że jest absolutnym mistrzem „literatury gadanej”. To nie jest książka, którą się czyta dla wartkiej akcji – to książka, w której się zanurza, by wraz z narratorem przejrzeć się w lustrze ludzkiego losu.